Zobaczyłam najnowszego Bonda, zresztą jak mogłabym nie zobaczyć skoro to jedna z moich ulubionych serii.
I jakie mam wrażenia? Otóż zamysł, by połączyć ze sobą części z Danielem Craigiem w roli Bonda w jedną opowieść, był ciekawy, ale jednocześnie spowodował, że wiele w tym filmie jest powtórek. Co chwilę miałam myśl „gdzieś to już widziałam”. Te same sceny, efekty specjalne, pomysły, kadry… No tak: podróż pociągiem – ta sama scena co w „Casino Royale”, pustynia i Bond w jednej ręce trzyma broń, a w drugiej dłoń kobiety – od razu mam przed oczami „Quantum of Solance”, burzenie się budynków w Meksyku – identyczne jak w Wenecji („Casino Royale”), tajna baza i zarządzanie informacją jak w „Skyfall”.
Podobał mi się zamysł kontynuacji, spięcia tych czterech części, natomiast uważam, że zabrakło twórcom polotu i film jest po prostu wtórny, złożony z fragmentów w myśl zasady „sprawdziło się, jest ok, więc zróbmy jeszcze raz”.
No, ale Daniel piękny, przystojny, w idealnych garniturach. Cieszy oko 🙂

Dodaj komentarz