Zaczytałam się w książce „Shantaram”. Jest wspaniała. Dawno nie czytałam czegoś tak dobrego i wciągającego. Rzecz ma się w Indiach, więc tym bardziej opowieść jest mi bliska. Czuję te smaki i zapachy, czuję to powietrze, widzę tych ludzi, ich oczy, czasami szalone, ich uśmiechy. Do tego mnóstwo odwołań do filozofii Wschodu, tak mi bliskiej. Na przykład rzecz o cierpieniu. Czym jest cierpienie? I przyjaciel głównego bohatera mówi – „cierpienie to głodność, nie ma głodności, nie ma cierpienia”. Jakie to proste i piękne zarazem. Inny mówi, że cierpienie to odwrotność szczęścia. To jedno i to samo, tylko inaczej. Bez pierwszego nie docenimy drugiego. Znając to drugie, wiemy, kiedy przychodzi to pierwsze. Pokazuje na dłoń. Zaciśnięta w pięść może sprawiać ból, otwarta daje czuły dotyk. A to nadal ta sama dłoń.

Kolejny obrazek. Postać chłopaka – zabił przyjaciela w obronie kobiet, które ten skrzywdził. Ląduje w więzieniu i chce tam zostać. Prosi Lina, by mu nie pomagał. On wie, że zrobił coś złego i chce, by było tak jak ma być. Za winę, jest kara. Chce, by się wypełniło. Lin zazdrości mu tego spokoju i akceptacji drogi. Odnośnie drogi – rozmawiałam z mądrą kobietą. Byłam wówczas w stanie totalnej bezradności. Mówię jej, że już nie wiem jak dalej, że mam głowę przepełnioną koncepcjami, teoriami, że czytam, że się chyba pogubiłam, że doszłam do ściany, że nie wiem, którą drogę mam wybrać. A ona na to: ale to jest właśnie Twoja droga, zaakceptuj ją. Taka jest Twoja droga.

Kolejna rzecz, która ze mną zaflirtowała* to mowa o pustce i potrzebnie zapełnienia jej silnymi wrażeniami. Im pustka większa, tym większa potrzeba podejmowania ryzykowanych działań, działań, które tak mocno angażują umysł i emocje, by na chwilę zapomnieć o pustce. Pułapka jest taka, że pustka nie znika. Cały czas jest i prędzej czy później trzeba będzie spojrzeć jej w oczy. Stąd myślę, że moja nadaktywność w pierwszym roku żałoby. Chciałam zasypać nią pustkę. Ale przyszedł taki moment, kiedy jej dotknęłam, kiedy się z nią spotkałam.

Przeczytałam wczoraj, że tę pustkę najlepiej jest zasypać miłością. Tym eliksirem, który jest w naszym wnętrzu.

* Wyrażenie to usłyszałam pierwszy raz na studiach podyplomowych. Prowadząca zajęcia zwróciła nam uwagę, że jeżeli np. coś czytamy, ot chociażby mamy listę 10 punktów i jeden z nich przykuje naszą uwagę, to warto się nad nim pochylić, zadając sobie pytanie: dlaczego akurat ten. To intuicja. Flirtują zatem ze mną fragmenty książek, cytaty, teksty piosenek itp i jak się tak staje, robię stop i się im przyglądam.

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Moni, piękny post, taki prawdziwy, o tym jak warto się przyglądać temu co na nas szczególnie działa, jak warto obserwować siebie samego z uwagą i bez oceniania, pozwalać sobie na różne stany i etapy w życiu. Ja sama każdego dnia jestem dla siebie zagadką, i drażnią mnie trochę wszelkie radykalne opinie, bo wiem jak stan euforii może być nietrwały. Szerokiej drogi Kochana <3

Dodaj komentarz