Zastanawiałam się ostatnio nad kwestią spowiedzi. Drażni mnie, że w kościele katolickim kładzie się nacisk przede wszystkim na to, co zrobiliśmy złego, czym zawiniliśmy, jacy jesteśmy ułomni. Temu ma służyć rachunek sumienia. Całe swoje myśli skupiamy na negatywnych wydarzeniach, cechach, rzeczach. Pamiętam, że jako dziecko czasami wymyślałam sobie grzechy, żeby mieć ich więcej i żeby poważniej moja spowiedź wyglądała. Wiadomo, ludźmi zlęknionymi, o niskim poczuciu własnej wartości, lepiej się manipuluje. Do tego dochodzi edukacja szkolna polegająca w głównej mierze na wytykaniu błędów, skupiająca się nad pracą nad tym w czym jesteśmy słabi, a nie w czym mocni (bo przecież niby mocna strona sama się obroni, ale jak się ma obronić, kiedy energia zamiast na rozwój skrzydeł skupiona jest na naszych słabościach?).

Ta suma powoduje, że jako dorośli ludzie musimy się odkręcać – uczuć kochać siebie, szanować, dostrzegać lepsze strony życia, myśleć pozytywnie, przywracać sobie godność i poczucie własnej wartości. Znajomy terapeuta powiedział mi, że dzięki takiej edukacji ma mnóstwo pacjentów.

Czy nie lepiej byłoby co miesiąc robić rachunek sumienia z rzeczy pozytywnych? Co dobrego uczyniłeś w tym miesiącu człowieku? Co dzisiaj zrobiłeś dobrego? Co dobrego wydarzyło się dziś w Twoim życiu? Za co chcesz podziękować? Co się ucieszyło?

Wieczorami siadam z dzieciakami i zadaję im pytanie „Co dobrego dzisiaj Wam się wydarzyło, za co chcecie podziękować?” Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy te słowa padły z moich ust, bardzo trudno było im przypomnieć sobie pięć przyjemnych rzeczy (ponieważ umówiliśmy się na cyfrę 5). Po kilku tygodniach praktyki, pięć rzeczy wymieniają jednym tchem, a czasami zdarza się i więcej.

Ten post ma 5 komentarzy

  1. Ostatno ponownie wertuję moją ulubioną książeczkę "Powrót Młodego Księcia", jej autor ma takie spostrzeżenie, że świat byłby o wiele lepszy gdyby rodzice zużywali więcej energii na uczenie swoich dzieci miłości zamiast duszącej i ograniczającej dyscypliny. Dzieci nie są niegrzeczne gdy są zaspokojone ich podstawowe potrzeby.

  2. Dokładnie tak Bogusiu, a my często powtarzamy błędy naszych rodziców, którzy z kolei popełniali błędy swoich rodziców itp. Ale na zmianę i naukę nigdy za późno. I dziękuję za inspirację, chętnie przeczytam :).

  3. Zgadzam sie z Toba, Moniu. Z racji tego, ze jestesmy teraz w Anglii mam wgląd w angielski system edukacji i nie twierdze, ze jest lepszy od polskiego, ale jet pare aspektów, które bym przeniosła do nas. Jeden z nich to brak systemu ocen, przynajmniej na wczesnym etapie oraz brak świadectwa z ocenami, a świadectwo opisowe, w którym dostawy informacje, ci dziecko potrafi, czego sie nauczyło. Dzieci sa tez nagradzane za konkretne osiągnięcia, Maks przynosi co jakis czas dyplom "Star of the Day", gdzie jest opisane za jakie zadanie otrzymał takie wyróżnienie. I sa to dosc konkretne rzeczy, np ze przepłynął samodzielnie 5 metrów, odpadł wszystkie słowa w ćwiczeniu, itp. Wracając do wychowania religijnego, które w Polsce rozumiane jest wyłącznie poprzez dogmat katolicki, to tutaj obejmuje ono wzystkie religie, Szymon uczy sie zarówno o Bozym Narodzeniu, jak i o świecie Divali, czy chińskim nowym roku.

  4. Właśnie przypomniały mi się te dyplomiki dla chłopaków wiszące w Waszej kuchni. I otrzymując taką informację, dziecko wie w czym konkretnie jest dobre, co udało mu się osiągnąć i to z pewnością rzutuje na przyszłą samoocenę.

Dodaj komentarz