Otwieram dziś wrześniowy „Sens”, mój wzrok pada na fragment wywiadu z Anitą Lipnicką i przeżywam szok, ponieważ czytam: „Przez ostatnie lata miałam poczucie, jakbym żyła z ciemnym pokoju bez okien. Jest tu mnóstwo przedmiotów, tylko że niczego nie widać. Nagle znalazłam ukryte w ścianie drzwi…”

Skąd ten szok i wielkie zaskoczenie? Otóż trzy tygodnie temu napisałam w mym dzienniku coś takiego: „….zabieram Cię w inne miejsce. Mniej przyjemne. Pokaże ci ciemny pokój i ja w tym pokoju jestem. Nie siedzę, chodzę, ciągle chodzę, dotykam dłońmi ścian szukając klamki do drzwi. Chce je otworzyć i wpuścić światło. Nie wiem jaki ten pokój jest duży, ale wiem, że te drzwi tam są, tylko ciągle nie mogę na nie trafić”

To dla mnie niesamowite. Ta sama myśl, ten sam obraz, podobne słowa, a przecież w ogóle się nie znamy. Z tym, że ona już znalazła drzwi, a ja się do nich zbliżam.

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Moniu, bardzo bliskie mi treści znakuję na twoim blogu. A propos drzwi wewnątrz nas do naszego wnętrza mam taką relaksację,jest to podróż do swojego przewodnika duchowego w głąb siebie, to głęboka praktyka, która daje cudowne rezultaty

Dodaj komentarz