Sobota rowerem na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Miało być ok 65 km, a ostatecznie wyszło 78,5 km. Mieliśmy skończyć około 18:00, a podjechaliśmy pod auto po 20:00. Miało być upalnie, a trzy razy złapała nas burza, częściowo przeczekaliśmy, częściowo jechaliśmy w lekkim deszczu, a nad nami dudniło, a przed nami horyzont rozświetlały błyskawice. Ale było pięknie. Odkryłam na nowo Jurę, w niektórych rejonach byłam po raz pierwszy, mimo tego, iż 20 lat życia spędziłam tuż obok.
Zobaczyłam tu: przepiękne lasy liściaste, urokliwe wioski z kolorowymi chatami czołem stawianymi do drogi otoczone dzikimi, ukwieconymi ogrodami, bardzo przyzwoite ścieżki rowerowe prowadzone lasami, łąkami, ścieżki o różnej nawierzchni: asfalt, szuter, leśny dukt, trawa…, skałki połyskujące srebrem wśród zieleni, ścierniska, puste przestrzenie. Niezwykle malownicze miejsce, zwłaszcza Dolna Wiercicy. I do tego pyszne wędzone ryby w Złotym Potoku. 

Jestem ogromnie wdzięczna Mojemu Przyjacielowi Przewodnikowi za pokazanie mi tych nowych dla mnie przestrzeni. 


Dodaj komentarz