Przez minione siedem tygodni żyłam w ogromnym tempie. Na początku maja spojrzałam w swój kalendarz i już wiedziałam, że będzie intensywnie. Początkowo się spięłam, usztywniłam, myśląc „jak ja tego dokonam”. Po pewnym czasie wzięłam na luz, powtarzając sobie w głowie: „wszystko dobrze się ułoży, na pewno będzie dobrze” i było. Jestem z siebie dumna i zadowolona, że tak wiele tematów związanych w pracą i studiami ogarnęłam w wąskim odcinku czasowym i że w tym wszystkim byłam jeszcze matką, która rozwiązuje z dziećmi ich problemy.

I zrobiłam coś na czym bardzo mi zależało, a co jeszcze rok temu było w strefie moich marzeń, nawet jeszcze nie planów. Zostałam dyplomowanym coachem!!!

Był to dla nie bardzo ważny rok studiów. Poznałam fantastycznych ludzi, ludzi myślących i czujących w podobnych sposób, ludzi o tych samych wibracjach, którzy byli mi lustrem, którzy dali mi skrzydła i wsparcie. Ten rok był niezmiernie ważny także dla mojego rozwoju, uświadomieniu sobie tak jasnych, jak i ciemnych stron, prób ich integracji i akceptacji. Były wzloty, loty i upadki. Cenię zarówno jedne, jak i drugie.

Ten rok mi pokazał, że lubię pracę z ludźmi, lubię rozmawiać, słuchać. Chyba zawsze to wiedziałam, a teraz mi się tak jaskrawo wyświetliło. Rozsmakowałam się w coachingu, chcę się dalej rozwijać w tym kierunku i chcę zacząć praktykować. Postanowiłam sobie, że po wakacjach wchodzę na tę drogę.

A teraz wchodzę w spokój.

PS. W ogrodzie pięknie kwitną mi róże i lawenda i hortensje. Jest mi dobrze.

Dodaj komentarz