Wróciłam z czterodniowego treningu interpersonalnego i chciałam podzielić się z Tobą swoimi spostrzeżeniami.

1. Przekonałam się, że „co siejesz, to zbierasz” – siałam uśmiech, otrzymywałam uśmiech, siałam ciepło, otrzymywałam ciepło, siałam serce, otrzymywałam serce.
2. Jeżeli dajesz, to otrzymujesz, prosta wymiana – rozmawiałam, gestykulowałam, podrzucałam myśli, wysuwałam wnioski, dawałam po prostu siebie (co wcale nie przychodziło mi z łatwością, bo nie raz serce waliło mi jak młot i zwyczajnie odczuwałam stres), ale za to w zamian otrzymałam wiele serdeczności i dużo osób zwyczajnie doceniło to moje dawanie.
3. Przekonałam się, że myśli jeszcze robią trochę niedobrego w mojej głowie. Na treningu powiedziałam sobie „sprawdzam”, sprawdziłam, żyję i dodatkowo mam się całkiem dobrze. Tym samym zobaczyłam, że to co myślę, nie zawsze jest adekwatne z tym, w jaki sposób jestem odbierana. Dodam, że stawiam sobie zazwyczaj gorszą ocenę :). Dla przykładu, wydawało mi się, że głos mi drży kiedy się wypowiadam, a dowiedziałam się, że mam spokojny i melodyjny tembr głosu i przyjemnie się mnie słucha.
4. Bierność jest zgodą. W czasie jednej dyskusji okazało się, że 4 osoby nie do końca rozumieją co mam na myśli i chciałyby ode mnie więcej szczegółów. Pozostałe osoby (19) milczały. Podczas rozmów w parach 18 osób powiedziało mi, że one doskonale wtedy pojmowały mój tok wypowiedzi i zdziwiły się, że „cała grupa” twierdziła inaczej. Jaka cała grupa? Przecież tak uważało tylko kilka osób, a jednak zrobiło się odmienne wrażenie. Nawet zwykłe „ja tak mam” lub „ja tak nie mam” czasem wystarcza.
5. Zostaw. Nauczyłam się, że nie zawsze trzeba odpowiadać natychmiast, zwłaszcza podczas wzburzenia. Lepiej wziąć oddech, odczekać, nabrać dystansu, poskładać myśli i wtedy dopiero decyduję, czy odnoszę się do wypowiedzi, czy może nie jest to konieczne i po prostu zostawiam. Nie wszystko wymaga tłumaczenia. 
6. Każdy dzień to nowa historia. Trzeciego dnia rozsypałam się, były łzy, płomień wiary w siebie prawie zgasł, ale dzień później obudziłam się z taką myślą „to było wczoraj, te emocje były wczoraj, niech zostaną we wczoraj, dzisiaj jest dzisiaj”. Spojrzałam przez okno, zobaczyłam piękny poranek, z lekką mgiełką i delikatnym słońcem, włączyłam sobie płytę z ulubionymi polskimi piosenkami i śpiewałam, jadąc samochodem. W takim nastroju przyjechałam na trening. I w tym dniu otrzymałam od ludzi ogromny ładunek pozytywnej energii, bardzo dużo uścisków, uśmiechów, ciepła, serdeczności i morze dobrych słów.

Warto ryzykować, a przede wszystkim warto zaryzykować pokazanie siebie. Zrobiłam to, zmagając się ze stresem, lękiem przed oceną. Zrobiłam to i wróciłam z tarczą, z czego mam wielką frajdę! 🙂 


Dodaj komentarz