Mam go! Przełamałam się, odważyłam się, zrobiłam coś co zawsze chciałam zrobić (w zasadzie od 12 lat), ale tchórzyłam, kierowałam się opinią innych, bałam się…. Zupełnie bez sensu. A teraz to po prostu zrobiłam i cieszę się jak dziecko. Bo jest Mój, wypłynął ze mnie i mojego wnętrza. Nie sądziłam, że będę mieć taką radochę. Czyli dowód na to, żeby robić to, co chce się robić.
Bolało. Pierwsza godzina całkiem znośna, a druga już bardzo mi się dłużyła. Dobrze, że ten ból szybko mija. Można go porównać do porodu; boli tylko w trakcie. Po skończonym dziele, przestaje. 

I bardzo zaskoczyła mnie reakcja przyjaciół i znajomych. Okazało się, że większość z nich też chciałaby, a boi się. Chociaż jedna z nich się przełamała i ustaliła termin. Czyżbym uruchomiła lawinę? 😉








Ten post ma jeden komentarz

Dodaj komentarz