Świetna atmosfera, ciepło, wakacyjnie, luźne rozmowy, śmiechy. Muzycznie może nic mnie nie zauroczyło, bardziej rozbawił mnie i wprawił w dobry nastrój koncert King Khan & The Shrines. Niesamowita energia, humor, lekka muzyka z sekcją dętą, dystans do sobie, zabawne układy choreograficzne. Śmiałam się do łez. Podobał mi się także Sun Kil Moon klimatem przypominający zespoły, których kiedyś często słuchałam – Sophię i Karate. 

I co najważniejsze dla mnie, bardzo się cieszę, że się przełamałam (oj długie było moje wahanie) i pojechałam na ten festiwal. Zrobiłam kolejną rzecz bez Tomka, a byliśmy razem niemal na wszystkich edycjach. On był tam ze mną, ale w lekki i nieciążący sposób.
Cieszę się po raz kolejny, że mam przyjaciół wokół siebie, z którymi dobrze się czuję, którzy są mi bliscy, dzięki którym czuję i wiem, że nie jestem sama. Coraz częściej się przekonuję, że samotność to stan umysłu i tylko od naszego nastawienia zależy czy tacy będziemy czy nie. Na samotność skazujemy się sami. A prostą receptą na jej ograniczenie jest otwartość, autentyczność i miłość. Ja naprawdę kocham moich przyjaciół :).


Ten post ma 2 komentarzy

  1. My tez kochamy:) szkoda, ze nas nie było tym razem na Off-ie. Pamietam te nasze spotkania przy okazji tego festiwalu. Zawsze było kupę smiechu z Toba i Tomkiem. Uwielbiałam żartować z Tomaszkiem – mielismy taki wspólny poziom humoru nie do powtórzenia z kimś innym. Usmiecham sie na to wspomnienie i moze to dziwne, ale czuje szczęście, ze tego nikt mi nie zabierze. To rozbawienie, humor, żart, obraz off-owego Tomka pozostanie ze mną:) następnym razem widzimy sie na Off-ie.

  2. Fanie, że byłaś, bo dla mnie OFF to bardzo Wy. A przecież Tomek też tam był, nie odpuściłby sobie.

Dodaj komentarz