Darzy mi się, za co jestem ogromnie wdzięczna. Dwa wyjazdy narciarskie – pierwszy w gronie przyjaciół i znajomych, drugi w gronie rodzinnym.

Z pierwszego wróciłam z poparzonymi nogami. Przez totalny przypadek wrzątek wylądował na moich udach drugiego dnia pobytu. Był lekarz i opatrunki. Na szczęście ból mi nie doskwierał za bardzo, więc mogłam jeździć na nartach. Poza tym drobnym incydentem 😉 wyjazd bardzo na plus, bo i narty i dużo rozmów, w tym bardzo poważnych o świadomości, duchowości, rozwoju osobistym, dużo śmiechu, żartów, gier, pysznego jedzenia, które przygotowywali chłopcy, były nawet tańce. Taka esencja udanego wyjazdu. Bardzo mi się podobało, tylko te nogi. Pytanie dlaczego ja? Dlaczego znów ja? Co ma mi dać to doświadczenie? Może pokazało mi, że zachowałam spokój, że mam wysoki próg bólu, ponieważ dzień po opatrzeniu już jeździłam na nartach, że się nie załamuję, tylko żartuję i śmieję się, że w końcu mam w sobie taką akceptację: cóż stało się, trzeba żyć dalej….
Zadziwiające jest to, że jechałam na ten wyjazd bardzo niespokojna. Jakbym przeczuwała gdzieś podskórnie, że coś się wydarzy. Kiedy wylał się na mnie ten wrzątek, niepokój ustąpił. Pomyślałam „wykonało się”. A do mnie wrócił spokój.

Po przyjeździe do domu przez przypadek (znów!) wpadam na Mądrą Kobietę. Opowiadam jej o tym zdarzeniu. A ona na to: Po co to sobie robisz? Ja sobie? – pytam. Tak, po co to ściągasz na siebie? Powiedziała mi, że poczucie winy we mnie jest ogromne i to ono sprawcą tego zdarzenia. Poczucie winy, kiedy robię coś dla siebie. Powiedziała, abym go obserwowała i akceptowała, że ono jest, że może przez jakiś czas jeszcze będzie. Niesamowite było to spotkanie, wydarzyło się znienacka i otworzyło mi oczy.
Zobaczyłam w ostatnim czasie wiele swoich cieni. Teraz chciałabym się do siebie przytulić. Jak powiedział Mądry Mężczyzna, niech te cienie idą za Tobą i Cię wspierają. Tak, niech będą moimi plecami.

Drugi wyjazd rozpieścił nas pogodą – 6 dni lampy. Pojeździłam sobie dobrze, dzieciaki dzielnie mi towarzyszyły. Pięknie było. I te widoki, mogłabym się tak w nie zatapiać i zatapiać. Błękitno-szafirowe niebo, od czasu do czasu przecinane wstążkami samolotów i bielutki śnieg. Góry jakby lukrem polane. Cudownie odpoczęłam i się zharmonizowałam.

Odczuwam w sobie teraz duży spokój, wewnętrzną ciszę, nie kłócę się ze sobą, nie szarpie mną wewnętrznie. Mam wrażenie, że nastąpiła u mnie integracja na kolejnym poziomie. Chce mi się działać, wyznaczam sobie drobne cele i je realizuję, czuję, że energia do mnie wraca. Jest mi z tym dobrze. Chce mi się tańczyć. Mam też zgodę na to, że jestem sama. Nie płaczę. Nawet powrót do domu z ferii był tym razem łagodny.
Mam w sobie teraz taki stan, że nie czuję do nikogo gniewu czy żalu. Ale jeżeli coś mi nie leży, to w to nie wchodzę. Po prostu unikam walki i konfliktu. Chcę w moim życiu pokoju.

Dodaj komentarz