Właśnie wróciłam z koncertu Rojka. Piękny, po prostu piękny. Już po raz trzeci słyszałam płytę „Składam się z ciągłych powtórzeń” na żywo i za każdym razem było inaczej. Dwa pierwsze razy w plenerze, teraz w sali teatralnej. Zupełnie inny odbiór, bardziej miękko, kameralnie, intymnie. Poleciały mi łzy, nie raz, nie dwa. Wiedziałam. Słuchaliśmy tej płyty intensywnie przed śmiercią Tomka, byliśmy razem z dziećmi na OFF-ie – F. na barana u Tomka, M. u mnie. Obrazek, który już nigdy więcej się nie powtórzy. Teksty jakże prawdziwe i wymowne. Piosenka „Chciałbym umrzeć przy Tobie…” i ja jestem na SORZ-e. Na koniec fantastyczny remix „Ring of fire”, zrobiło się koncertowo, bisy ze wspólnym śpiewaniem, klaskaniem, zupełnie inna energia. Wychodziłam z szerokim uśmiechem na ustach. Wachlarz emocji, zresztą jak w ostatnim tygodniu.

Tak, składam się z ciągłych powtórzeń…. Dociera do mnie, że teoria teorią, a praktyka praktyką. Co chwilę mam wrażenie, że życie mi mówi „sprawdzam”, podsyłając dosyć skomplikowane sytuacje. Czy to właśnie, że za intencją „chcę być sobą” idą sytuacje, w których mam o siebie zadbać, mam się poznać? Zobaczyć swe lęki, zobaczyć to co ukrywam? Czuję w środku zamieszanie, zagubienie. Chciałabym być taka ugruntowana, a znów jestem w chaosie. Jednocześnie wiem, że chaos poprzedza narodzenie czegoś nowego, że chaos jest elementem przełomu…

Ten post ma jeden komentarz

Dodaj komentarz