Kiedy rozpoczęłam swą przygodę z jogą, a miało to miejsce jakieś 5 lat temu, często bywało, że denerwowałam sie podczas ćwiczeń, byłam z sobie mocno niezadowolona, że coś tam mi nie wychodzi, że to nie jest perfekcyjne itp. Po prostu – wkurzałam się na sobie.
A nauczycielka wciąż powtarzała – podążaj za swoim ciałem i oddechem, szukaj swoich granic, słuchaj swojego ciała… Swoich, swoich… 
Asana to tylko wzorzec, nie każdy musi do niego dotrzeć, ale powinien iść w tym kierunku w ramach swoich możliwości. Każdy z nas przecież ma inne ciało, inne kości, inne spięcia, inną długość mięśni, inną giętkość, inne przeżycia. Każdego dnia czujemy się inaczej, co też znajduje odzwierciedlnie w ciele. 
Teraz ćwiczę z zamkniętymi oczami, skupiam się na sobie i nie porównuję. Dużo czasu zajęło mi, aby to poczuć i zrozumieć. Przecież piękno tkwi w różnorodności, czyż nie?
…..I ta lekcja ma o wiele szerszy kontekst….


Ten post ma 2 komentarzy

  1. Tak ! Mam w sobie zgodę by podążać w swoim kierunku, choć to bardzo trudne, bo zaczynam czuć coraz więcej, a najpierw uruchamiają się trudne emocje, te niechciane, zamrożone w ciele. Joga to wspaniałe narzędzie do zmiany, ale nie każdy ma wystarczająco odwagi na podróż głąb siebie.

  2. Tak, ponieważ wielkiej odwagi wymaga spotkanie siebie, nie swoich ról czy masek, po prostu siebie. A to nie zawsze jest przyjemne.

Dodaj komentarz