Kolejne święta bez Tomka. Drugie święta bez Tomka. W ubiegłym roku byłam bardziej zmobilizowana, chciałam sobie udowodnić, że wszystko będzie tak jak dawniej, tak jak z Tomkiem. W tym roku, po ponad roku już wiedziałam, że tak nie będzie. Wiem, że jest inaczej i że inaczej będzie. Nie wiem jak, ale wiem, że inaczej.
W tym roku trochę „ominęłam” święta – w ostatnim momencie zleciłam szwagrowi zakup choinki, choinkę ubrały dzieci, kupiłam prezenty, upiekłam ciasteczka i pojechałam do mamy.

Bardzo dobrze się czułam w moim rodzinnym domu, rodzinnej okolicy. Spotkałam się z rodziną, spędziłam czas głównie na rozmowach. Tak dobrze, że mam taką właśnie rodzinę. Tak dobrze, że spotykamy się od czasu do czasu i jest tak samo dobrze i znajomo. Kiedy ciocia opowiadała mi, że siedzi w ogrodzie i słucha śpiewu ptaków i że kontakt z naturą pomógł jej po śmierci wujka, poczułam wspólnotę doświadczeń i myśli. Wchodzę tu do grona kobiet doświadczonych przez los, a jednocześnie bardzo silnych, umiejących sobie radzić z przeciwnościami losu, zachowującymi uśmiech i pogodę ducha. Czuję podświadomie ogromne wsparcie, energię, swoiste braterstwo, czy raczej siostrzaństwo. Było mi tu bardzo dobrze, lekko i swobodnie.

Od pewnego czasu mam wrażenie jakbym żyła w chaosie, uczyła się żyć od nowa, jak dziecko, które bada świat. Tylko, że ono jest czystą kartką, a ja zobaczyłam, że dotychczasowe koncepcje, definicje, schematy nie działają. Czuję się zagubiona, ponieważ kilka razy doświadczyłam, że teoria teorią, a praktyka mnie nokautuje od czasu do czasu.
Początkowo ten chaos źle na mnie działał, ale zaczęłam go zaakceptować. Powtarzam sobie – wszystko jest po coś. Wszystko mi służy. Takie właśnie jest moje życie. Akceptacja. Nic więcej.

A dziś odetchnęłam w górach. Ciepło, ponad 10 stopni, zero śniegu.

Dodaj komentarz