Ten post jest o tym, aby robić swoje, nie wątpić, mieć cierpliwość, aby marzyć i zachowywać wiarę w cuda czy też tzw. zrządzenia losu (jak kto woli).

W czerwcu ubiegłego roku ukończyłam studia podyplomowe z coachingu. Od stycznia roku bieżącego pracuję w jednym projekcie jako coach. W czerwcu odebrałam swe pierwsze wynagrodzenie z tego tytułu.

Na początku 2017 roku pomyślałam, a następnie zapisałam na liście życzeń, że chciałabym pojechać do Nowego Jorku. Zresztą NY krążył gdzieś obok mnie, czy to w filmach czy książkach od jakiegoś czasu. Pod koniec lipca lądowałam na JFK.

Dwa lata temu, będąc po raz pierwszy w USA, nie udało mi się zobaczyć San Francisco. Pomyślałam, że kiedyś na pewno to miasto zobaczę. Miesiąc temu robiłam sobie fotki pod Golden Gate Bridge.

Chciałam zaśpiewać z całym zespołem. Takie marzenie. Nigdy wcześniej tego nie robiłam. Jak już, to śpiewałam w domu, czy też przy ogniskach, na wakacjach. Publicznie jedynie dzieckiem będąc. Parę miesięcy temu, na imprezie, znajomy rzucił hasło, że potrzebują wokalistki do zespołu. Usłyszałam to i zostawiłam. Po jakimś czasie pomyślałam, że może spróbuję. Co mi szkodzi. Zadzwoniłam, umówiłam się na próbę. Byłam na kilku. Zrobiliśmy nawet jeden cover. Na razie projekt w zawieszeniu, ale zrobiłam, to co chciałam. Odważyłam się.

Dni raz mam lepsze, raz gorsze. Dziś był z tych gorszych (oj, nie chciej słyszeć co o sobie myślałam, nie chciej wejść w me przygnębienie :)), ale dosłownie przed chwilą skończyłam rozmawiać z moją przyjaciółką, odważną i cudowną kobietą, emanującą fantastyczną energią, która podzieliła się ze mną swym szczęściem. I ja tym jej szczęściem cieszyłam się ogromnie.

I spojrzałam na swe życie z dystansu. I doceniłam to, co otrzymałam, to co mam, to co zrobiłam.

Lekcja na dziś: kiedy mam doła rzucam łopatę w kąt (koniec kopania!) i sięgam po drabinę, by wejść na dach. Z góry widać więcej.

PS. A po rozmowie z kochaną Olą, dzięki energii której ten post wypłynął mi spod palców, zadzwoniła kochana Kasia. I tak oto w radosnym nastroju kończę kolejny dzień życia mego. Dziękuję Kobiety Moje! Energia krąży, a mi znów chce się pisać 🙂

Ten post ma 2 komentarzy

Dodaj komentarz