Skończyłam czytać „Przebudzenie” Anthony de Mello. Przyszedł dla mnie czas na tę książkę, choć ocierałam się o nią od dłuższego czasu.
Zmienia ona postrzeganie wszystkiego co wokół nas, co wokół mnie i najważniejsze – co jest we mnie. Wszystko zaczyna się ode mnie, od tego co mam w środku, jakimi emocjami się kieruję. Kolejna pozycja, która burzy ład, która nie rozpieszcza człowieka, wręcz nazywa go narkomanem uzależnionym od tego, co mu świat zewnętrzny dostarcza: pochwały, oklaski, oceny, zaszczyty. Kolejna pozycja, która zrzuca całą odpowiedzialność na nasze barki. Nikt za mnie tego nie zrobi, nikt mnie nie wyręczy, nikt nie będzie za mnie doświadczał, patrzył, słuchał, czuł i przeżywał.
To jak z jazdą na rowerze – nikt za mnie mnie będzie pedałować, abym się poruszała. Owszem ktoś może mnie popchnąć, nadać kierunek, ale czy pojadę, jak pojadę i gdzie pojadę, zależy tylko ode mnie, od mojej siły i energii.

Świat jest taki, jaki go widzę. Chce by był inny, muszę poszukać w sobie odpowiedzi na to, dlaczego takim go widzę. Jeżeli chcę coś zmienić, zaczynam od siebie. Jeżeli mnie coś razi czy boli w zachowaniu innych, patrzę co mi to robi, ponieważ najpewniej drażni mnie w innych to, czego nie lubię w sobie.
A z drugiej strony autor pokazuje, że jest w nas moc i siła, i wielka mądrość.

Dodaj komentarz