Ogromnie cenię sobie nasze wspólne życie. Tomek był kochającym, czułym i odpowiedzialnym mężczyzną. Zawsze mogłam na nim polegać. Był mi przyjacielem. Ale zostawiam go tam, gdzie jest i rozpoczęłam nowe życie. Życie bez niego. Chcę by nasze wspólne doświadczenie mnie wznosiło, a nie ciążyło.
Żal po śmierci, to żal nad sobą, bo dla zmarłego nie ma on znaczenia. A ja nie użalam się nad sobą. Trudno, tak się stało, tak widocznie miało być. Chciałam się rozwijać, to dostałam ku temu sposobność, bo nic tak nie rozwija jak przechodzenie przez ciężkie doświadczenia. Nie mam poczucia niespełniania w związku z Tomkiem, ponieważ nasze życie było intensywne, bogate, pełne wrażeń, pełne miłości, zaufania, dobra. I mam dwójkę wspaniałych dzieci. I wybieram życie.

Odszukałam dziś wpis sprzed roku, bowiem ciekawa byłam swojego wówczas nastroju. I oto on:
Jest dobrze. Przeczytałam ostatnio „Dlaczego taboret ma depresję? Bo nie ma oparcia”. Ja jestem krzesłem. Przyjaciele dali mi w ostatnim czasie bardzo dużo wsparcia, bardzo mi pomogli, ponieśli, dali moc siły i energii. Bardzo jestem im za to wdzięczna, bardzo.
Pomyślałam, że byłam szczęściarą, że los obdarzył mnie wielką i prawdziwą miłością, że dał mi jej doświadczyć. Niewiele osób tak ma. Ja miałam 20 lat pięknej, czystej miłości. Wiem, mogło tych lat być więcej, ale to i tak dużo. Dzięki temu wiem, że miłość istnieje i że mogę śmiało, bez wyrzutów sumienia, o niej świadczyć.
Bardzo postawiły mnie na nogi także słowa przyjaciela: „Wasze dzieci też wiedzą, że wytrzymasz ten trudny czas. Nie dlatego, że Cię potrzebują, tylko dlatego, że po prostu bezinteresownie w Ciebie wierzą, jak nikt inny na świecie”.
Słowa mają moc, potrafią skrzywdzić, ale i uskrzydlić. W ciągu ostatniego tygodnia dostałam moc dobrych słów. Wiem i czuję, że mimo wszystko dam radę. Dam radę, bo nie jestem sama. Latami zasiewane emocje, uczucia… Teraz przyszedł czas na zbieranie plonów.

Dodaj komentarz