Po gwarnych i przyjemnych świętach, dzisiaj jest zimno – na zewnątrz i wewnątrz. Zimno, chłodno, ponuro. Tęsknota mnie ogarnęła, wspominanie tego co było, a już nie jest. Takie mielenie przeszłości. Odczucie braku. Pojawiła się myśl: kiedy mi to minie? A może po prostu trzeba to zaakceptować, że tak właśnie jest. Że jest tęsknota, jest odczucie braku, są rozważania. Po prostu – to Teraz jest. I że co chwilę dostaję lekcję akceptacji tego, co do mnie przychodzi.

Otworzyłam FB i czytam:
Kiedy czuję się samotna, myślę sobie: Więc bądź samotna, Liz. Naucz się nie gubić w tej samotności. Zrób sobie jej mapę. Przynajmniej raz w życiu pobądź z nią. Rozgość się w tym ludzkim doświadczeniu. Nigdy jednak już nie używaj uczuć ani ciała innej osoby jako placu ćwiczeń dla swoich niespełnionych pragnień.
—Elizabeth Gilbert

Tak właśnie – czuję się dziś samotna. Dzieci bawią się na górze, ale ja czuję się samotna. Leżałam rano w łóżku szukając w myślach ciała, do którego mogłabym się przytulić. Kogoś kto otoczyłby mnie ramieniem, pogłaskał po głowie, pogładził po plecach. Chciałam tak leżeć i trwać. Ciało przy ciele. Być i chłonąć siebie nawzajem. Intymna nieaktywność. Poczcie bliskości i oddania. Bycia dla siebie. Za tym dziś rano tęskniłam.

Jaka jest moja samotność? Moja samotność wyrzuca mi, że nie zrobiłam wszystkiego, że się za mało starałam. Moja samotność siada mi na piersi i powoduje, że ciężej mi się oddycha. Moja samotność ciągnie me myśli w przeszłość. Moja samotność każe mi siedzieć w miejscu, rozmyślać, nie ruszać się, nie puszczać muzyki, karmić się ułudą. Moja samotność oplata mnie swymi korzeniami. Moja samotność jest ciężka. Ma kolor brązowy. Moja samotność każe mi myśleć, że coś ze mną jest nie tak, każe zazdrościć i szukać w sobie deficytów. Moja samotność zamazuje wszystkie przyjemne wspomnienia. Moja samotność wzmaga we mnie poczucie krzywdy. Moja samotność gasi uśmiech na mej twarzy i kieruje me oczy w stronę podłogi. Moja samotność chłodzi mi stopy, zaokrągla plecy. Gasi blask w oczach. Każe mi dzwonić, pisać, szukać kontaktu. Moja samotność odbiera mi siły, straszy, że będzie na zawsze ze mną.

A może moja samotność nie chce być samotna? Przytulam Cię moja samotności. Widzę Cię, bądź ze mną. Bo może jest tak, że im bardziej Cię odpycham, Ty wracasz do mnie z coraz większą siłą i mocniej zaznaczasz swą obecność? Dobrze, zatem zrobię dziś inaczej, powiem Ci: zostań ze mną. Usiądź sobie na krześle, zrobię Ci herbatę i poczęstuję sernikiem. Chwycę Cię za rękę i spojrzę na Ciebie. Nie będę odwracać wzroku. Masz na sobie czarną sukienkę i smutną minę. Cerę prawie przeźroczystą, a w uszach niebieskie kolczyki. Włosy długie, rozpuszczone. Jesteśmy razem, ja z Tobą, Ty ze mną. Jesteśmy tym samym. Uśmiechasz się. Ja też.

Pozwalałam już być Smutkowi, pozwalałam już być Słabości. Teraz przyszedł moment, aby pozwolić być Samotności.

Bo im bardziej je wypierałam, tym mocniej do mnie wracały, a kiedy pozwoliłam im być, były lecz nie atakowały, nie napierały. Po prostu były, po prostu są jako część mnie. I to jest właściwe.

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Tak jakoś przypomniałaś mi wiersz Twardowskiego "Nie rozdzielaj",
    musiałam go poszukać, nie wiem czy dobrze ..

    "Miłość i Samotność
    wzięły się pod ręce jak siostry
    idą noga w nogę
    nie rozdzielaj ich
    nie szarp łapy przy sobie
    miłość bez samotności byłaby nieprawdą
    samotność bez miłości rozpaczą."

    Buziaki Moni <3

Skomentuj Lumpola Anuluj pisanie odpowiedzi