Od kilku dni rozpieszcza nas urocza wiosna. Jest przyjemnie ciepło, trawa zielenieje, z pąków nieśmiało wyglądają młode listki, kwitną pierwsze kwiaty. Postanowiłam dzisiaj wybrać się na wycieczkę rowerową z dziećmi. Wyprowadziliśmy sprzęt przed garaż i co się okazało – brak powietrza w kołach. Po raz kolejny dotknęła mnie proza życia. Taka drobinka, a uruchomiła lawinę.

Okazało się bowiem, że bardzo, bardzo, bardzo dawno nie używałam osobiście pompki rowerowej, a jeżdżę na rowerze sporo. Zawsze był obok był Tomek, a jeżeli nie on, to inny mężczyzna, który mnie w tym zadaniu wyręczał. Teraz musiałam to zrobić sama. Wzięłam pompkę i do pracy. Mijały minuty, ja coraz bardziej spocona, a opona pozostawała w stanie niezmienionym. Uruchomiło mi się przeklinanie, nawet rzuciłam raz pompką krzycząc, że nie dam rady. Nagle przyszła mi do głowy „złota myśl”, że może to nie mój brak umiejętności, ale coś z tą pompką jest nie tak. Pożyczyłam sprzęt od sąsiadki i po kilku minutach rower syna był gotowy do użytku. Mogliśmy wyruszyć.

W ten sposób po raz kolejny uświadomiłam sobie, że z robienia wielu rzeczy jesteśmy wyręczani (zwłaszcza będąc w długoletnim związku dzielimy się czynnościami, nawet czasami nie zdając sobie z tego sprawy) i często się zdarza, że nie widzimy tego, a co za tym idzie tego nie doceniamy. Dopiero strata wydobywa te rzeczy na jaskrawe światło dzienne.

Dostrzegajmy te drobinki, z nich przecież zbudowane jest wszystko.

Teraz kolej na naukę wymiany i klejenia dętki.

Dodaj komentarz