Uwielbiam listopadowe poranki, takie jak dzisiejszy. Mgła delikatnie podnosi się ku niebu, rozmiękcza promienie słońca. Jest tak delikatnie i lekko. Krople rosy błyszczą na trawie i liściach. Jest cicho, bezwietrznie. Jakby świat zamarł w bezruchu całym sobą chłonąc słońce, grzejąc się w jego subtelnym blasku.

A ja śniadanie i Organek w tle. Kupiłam ostatnio jego płytę „Głupi” i bardzo mi leży.
Miłego dnia 🙂

Ten post ma jeden komentarz

Dodaj komentarz