Namiot, śpiwory, materace, pompka, stolik, menażki, talerze, sztućce, lodówka, ubrania, a i jeszcze do sklepu kupić jedzenie, podłogę do namiotu, walutę, nie zapomnieć o książkach, gazetach, kosmetykach… Chyba wszystko… Nie, jeszcze karty EKUZ, ubezpieczenie… Pamiętać: paszporty, kasa, dowód rejestracyjny, karta debetowa… Jest, odhaczone. A samochód czy zatankowany? Nie, kierunek stacja benzynowa. Jeszcze kable, przedłużacze…. I w końcu to wszystko ląduje w bagażniku, na dachu rowery (plus oczywiście: kaski, dętki, łątki, narzędzia…) i przede mną 900 km. Ja za kierownicą, w tyle dzieci. Leci muzyka, jedzie się przyjemnie. Już na miejscu, na kampingu, wyjmowanie, rozbijanie, dmuchanie, układanie… Wakacje start.

Wakacje niby takie same jak od czterech lat, a jednak zdecydowanie inne, bo w trójkę nie w czwórkę, bez taty. I niby jest fajnie, niby morze, ciepło, dobre jedzenie, wypoczywanie, czytanie, pływanie, granie w paletki, rozmyślanie, ale smutek w tle. I to nie tyle mój smutek, ponieważ ja już wiele przerobiłam, ale smutek dzieci. W jednym przypadku głównie żal „z tatą zawsze pływałem”, „z tatą jeździłem na rowerze”, „tata najlepiej łaskotał”, „tata się najlepiej wygłupiał”, w drugim raczej nieustanny bunt i walka. Bono w piosence „The Troubles” z ostatniej płyty „Songs on Innocent” pisze „God knows it’s not easy, Taking on the shape of someone else’s pain”.

Zdecydowanie się zgadzam. Trudno udźwignąć kogoś ból, a zwłaszcza dziecięcy smutek i żal. Trudno znaleźć odpowiedź na pytanie dlaczego.

Czy warto było spędzić wakacje w taki sam sposób jak kiedyś? Może jednak trzeba było zdecydować się na coś zgoła odmiennego? Myślę, że warto. Przerobiliśmy kolejną lekcję, kolejne emocje wyszły na powierzchnię i stały się pretekstem do długich i ważnych rozmów o życiu, przemijaniu, śmierci, sprawiedliwości („bo to niesprawiedliwe mamo, że wszyscy mają tatusia, a my nie”). Wakacje niełatwe, ale pod wieloma względami pouczające. Dla mnie i dzieci były kolejnym sprawdzianem samodzielności. Pokazały mi, że dajemy radę, że jesteśmy dobrym zespołem i że się bardzo kochamy.

A kiedy w drodze powrotnej puściłam bardzo głośno Linkin Park, kiedy ja śpiewałam, no dobrze darłam się, a one grały niby na perkusji, poczułam ogromną radość i wielkie szczęście, że są, że nie jestem sama.

Dodaj komentarz