Zostałam wdową rok temu, mając 38 lat. 
Mówię o sobie, że jestem ze wsi. Większość osób zamieszkujących moje strony pewnie w tym momencie się oburzy, bo przecież to dzielnica większego miasta. Tak, ja o tym wiem, ale kiedyś była wsią. Dwie ulice, kilka dużych rodzin, pożenionych między sobą, dookoła same wujki i ciotki, wszyscy się znają. Teraz to część miasta, ale pozostałe elementy pozostają bez zmian. I żyje tu obecnie dużo wdów. 
W sierpniu ubiegłego roku, kiedy wracaliśmy od mojej mamy, mój mąż powiedział „Dobrze, że uciekłaś z tego miejsca, bo tu zostają same wdowy”. Ale jak widać, od przeznaczenia nie da się uciec. Minęły dwa miesiące i dołączyłam do tego grona…

Tomek umarł nagle, na udar mózgu. Nie byłam przygotowana na jego śmierć. Zresztą czy na kogokolwiek śmierć można być przygotowanym? Moja ciocia, która opiekowała się chorą na Alzheimera moją prababcią, chociaż wiedziała, że z babcią jest coraz gorzej, silnie przeżyła jej odejście. 
Śmierć zawsze nas zaskakuje i stawa w zupełnie innej rzeczywistości. Rzeczywistości, której nie jest się w stanie wyobrazić. 

Dlatego nigdy nie mów, że wiesz jakbyś się zachowała, zachował, bo nie wiesz, dopóki nie przeżyjesz. I to nie dotyczy tylko śmieci, ale każdego silnego doświadczenia – choroby, zmiany pracy, emigracji. Dopóki nie staniemy twarzą w twarz w sytuacją, nie wiemy. Nie ma więc sensu obawa przed tym, co będzie, ponieważ może się okazać, że nowa sytuacja wyzwoli w nas ukryte dotąd siły. 

Dlaczego tak często zakłada się, że będzie trudno? A przecież może być łatwiej. Na pewno będzie inaczej. Widziałam obrazek dziewczynki ze skrzydłami, która pyta mamę „A co będzie jak upadnę?”, a na to mama „A co będzie jak polecisz?”. Wystarczy zmienić myślenie…

Jeżeli nie możesz zmienić sytuacji, zmień myślenie o niej. Nikt i nic Tomka mi już nie wróci. To co było, już było. Rozdział z mojej książki życia „Tomek i ja” został zamknięty. To się nie zmieni. Mogłabym żyć przeszłością, rozpamiętywać, rozdrapywać rany, ale to mi nic nie da. Stracę tylko masę energii, zanurzona we wspomnieniach, oderwana od tego co jest. Ale też mogę wyciągnąć z naszego wspólnego życia to, co było światłem i miłością, wypełnić tym dobrym pokarmem plecak, zarzucić go na plecy i ruszyć przed sobie. Wybrałam tę drugą opcję. 


PS. Rok przed śmiercią Tomka napisałam w moim dzienniku coś takiego: „Znowu dopadł mnie strach, obawa o przyszłość, czy będę samowystarczalna. Głupia myśl, ale co by było, gdybym była sama?” Czasami mam wrażenie, że coś w nas jest zanim to nastanie, że coś nas przygotowuje… Bo skąd i dlaczego taka myśl we mnie się pojawiła?


Dodaj komentarz