Przepiękny dzień dziś dzisiaj. Słońce, błękitne niebo, młodziutka zieleń, świergot ptaków. Maj puka do drzwi. Uwielbiam ten czas, kiedy natura przywdziewa nowe szaty i nęci swą świeżością.

W głowie też mi lekko i wiosennie. Dobrze sobie przed chwilą poćwiczyłam, ciało płynęło w takt oddechu.

Minęła burza, wyjrzało słońce. Tak jest, tylko dlaczego tak trudno zaufać temu i zaakceptować? Przeczekać burzę, niech się wyszaleje, niech wybrzmi, pozwolić jej być i z ufnością czekać na słońce. Ono wyjdzie, na pewno i zrównoważy mrok.

W ubiegłym tygodniu byłam w amoku. Emocje totalnie mnie zdominowały, nie potrafiłam się od nich odciąć. Działałam, czasami może za bardzo, zamiast zostawić rzeczy swojemu biegowi. Wczoraj powiedziałam koniec z tym, zostawiam. Ufam, że wszystko będzie dobrze. Nabrałam spokoju, co mnie bardzo cieszy. I ręce mam ciepłe. Energia wróciła. Nareszcie!

Ten post ma jeden komentarz

Dodaj komentarz