Zastanawiałam się ostatnio, jak rozróżnić informację płynącą z głowy od informacji płynącej z serca. Jak wyrobić w sobie tę czujność?

Dużo na ten temat przeczytałam… Goleman w „Inteligencji emocjonalnej” pisze: „Czuć w sercu, że coś jest słuszne, oznacza inny rodzaj przekonania, jakby gdyby głębszą pewność niż analiza umysłu racjonalnego”. No tak, wiedza, wiedzą, ale jak ją przekłuć w doświadczenie?

Jakiś czas temu rozmawiałam z kobietą. Zadała mi pytanie dotyczące jednej sytuacji, ja gładko udzieliłam na nie odpowiedzi. Ona wtedy na to: „No dobrze, to było z głowy, a daj mi teraz odpowiedź z serca”. Zatrzymałam się, wzięłam głęboki wdech i po paru sekundach wypłynęły ze mnie zupełnie inne słowa. Ta sytuacja pokazała mi różnicę, pokazała mi, że słowa mogą płynąć z dwóch różnych źródeł, więc stąd moje wyjściowe pytanie – jak to rozróżnić?

Zaczęłam od obserwacji ciała i jego reakcji na to co słyszę, co się wokół mnie dzieje. Obserwuję oddech, rytm serca, skurcze w różnych częściach ciała, jak moje ciało się układa, jak zachowuje się twarz. Obserwuję, co dana informacja czy wydarzenie mi robi i to już dla mnie jest znak, sygnał. Zauważyłam, że moje ciało reaguje, kiedy działam niezgodnie ze sobą, kiedy jest we mnie konflikt.

Siadam też w ciszy i obserwuję, jakie myśli wypływają na powierzchnię, pozwalam im się pojawiać, przepływać, staram się nie angażować w nie, nie podążać za nimi (choć czasami mnie złapią)…

Miałam ostatnio jedną sprawę do rozwiązania, nie wiedziałam jak. Usiadłam w ciszy i nagle zaczęły pojawiać się słowa. Wzięłam kartkę i pisałam, pisałam, ręka była tylko narzędziem. TO ze mnie samo wyszło. Po prostu. Po skończeniu poczułam ulgę, oddech stał się głębszy, ciało się rozluźniło. Czułam się spójna. Tak właśnie. Trzeba ciszy, żeby się wsłuchać w siebie. I trzeba też cierpliwości. Tak, widzę, że odrabiam lekcję z cierpliwości.

Coraz bardziej zaczynam wierzyć w to, że w nas, w środku jest wiedza o tym co mamy zrobić, tylko zagonieni, bez czasu na refleksję nie mamy możliwości usłyszeć tego głosu. Wtedy odzywa się ciało informując o konflikcie poprzez różne dolegliwości. Walczymy, sterujemy, zarządzamy życiem, a czasami warto powiedzieć „niech się dzieje”. Kiedy tak zrobimy zobaczymy te wskazówki, które daje nam życie.

„Powódź zmian hormonalnych, która przetacza się przez nasze ciało, nie jest świadomą decyzją, ale pradawnym instynktem zrodzonym z potrzeby przetrwania. Nasze emocje odgrywają potężną rolę w umożliwianiu nam odczuwania zagrożeń, niebezpieczeństw, przyjemności czy okazji, które mogą być zasadnicze dla naszego dobra” – spuentuję cytatem z książki „Oblicza umysłu. Ucząc się kreatywności” Kena Robinsona.

Dodaj komentarz