Miały być Tatry, ale zniechęciła nas do wyjazdu lawinowa 3. Jednego wszakże byliśmy pewni – w ten weekend chcemy jechać w góry. Nastąpiła szybka zmiana planów, nie w Tatry, lecz w Beskidy, nie do schroniska, lecz pod namiot. Cel – Lachów Groń. I pojechaliśmy.

Jeszcze w sobotę rano, kiedy wyjeżdżałam z domu, padał deszcz, ale czułam, że będzie dobrze. I tak było.

Słoneczny niedzielny poranek w sercu gór, wśród bieli świeżego śniegu, wtopienie w ciszę, tylko z dala słyszalne były kościelne dzwony. Nasyciłam oczy panoramą Beskidu Żywieckiego i Śląskiego, nawet z oddali zaglądał na nas Wielki Rozsypaniec. Przepięknie było, przepięknie. Oddychałam pełną piersią. Dziękuję chłopcy.

Dodaj komentarz